Samica Alfa
Jadwiga speszona weszła do pokoju numer sześć. Weszła tam z dwóch powodów – chciała jak najszybciej zniknąć Albertowi z oczu, a poza tym w tym pokoju na biurku zwykle były dobre cukierki, a Jadwiga była łasa na słodycze. Tak, temu łajdakowi udało się ją speszyć. Z jednej strony ją to cieszyło, z drugiej martwiło. Cieszyła się, ponieważ świadczyło to o tym, że gdzieś tam w głębi duszy pozostała wciąż kobietą wrażliwą. Z drugiej strony wiedziała, że nie może pozwolić sobie na tą wrażliwość, z tego też wynikało jej zmartwienie. Życie nie oszczędzało jej kopniaków i naturalną jej obroną było przyjęcie pozy… tak naprawdę samca. Może nie samca Alfa, może kogoś słabszego, ale niestety samca. A szczerze przed sobą przyznawała, jak bardzo chciałaby czasem zrzucić ten pancerz.
I w takich chwilach zwątpień i słabości wolała po prostu zejść Albertowi z drogi. Czasem na pewno byłoby łatwiej spojrzeć mu w oczy, powiedzieć „tak, jestem słaba” i uniknąć tych wszystkich walk. Ale nie zrobi tego i po cichu dziękowała Albertowi za to, że dzięki walkom z nim nabierała sił.